DLACZEGO NIE MARTWIĘ SIĘ JAK HANIA ZAREAGUJE NA RODZEŃSTWO

image1 (3)Macierzyństwo nauczyło mnie wielu rzeczy. Jedną z ważniejszych z nich jest stare porzekadło – nie martw się na zapas rzeczami, na które nie masz wpływu. I choć dla wielu to tylko hasło, dla nas stało się podstawą egzystencji. Przestałam produkować w głowie myśli, które toksycznie wpływają na codzienność. Żyjemy tu i teraz. I choćbym większość dnia spędziła na projekcji planów to życie i tak wybierze własny scenariusz. Jedyne co należy robić to dostosować się do nowej sytuacji i dać z siebie 100% by stała się rzeczywistością, którą pokochamy.

Poród za miesiąc. Hania wydaje się gotowa na przyjęcie nowego członka rodziny, ale jaką mogę mieć pewność co przyniosą pierwsze dni, tygodnie, miesiące i lata naszej wspólnej drogi? Założyłam, że każdy scenariusz będzie tym najlepszym, bo będziemy razem. Nawet jeśli okrasimy ten czas łzami, to będą nasze łzy. Jeśli śmiechem to też zapamiętamy go na zawsze.

Nie martwię się, nie planuję. Mam w głowie kilka przemyśleń, które będę weryfikować na bieżąco.

1. To my zdecydowaliśmy się na powiększenie naszej rodziny. Nie Hania. Dlatego nie zamierzam wyręczać się moim dzieckiem w zakresie opieki nad małym szkrabem. Jeśli będzie chciała włączyć się na którymkolwiek etapie – będę jej to umożliwiać. Jeśli nie  – ma do tego święte prawo. Jej obowiązki to ścielenie łóżka, porządek we własnych zabawkach i na półce z książkami a nie opieka nad rodzeństwem.

2. Pierwsze dni planujemy w pełni poświęcić … Hani. Chcemy by to ona była w centrum naszej uwagi. To ona wszystko zapamiętuje, koduje i analizuje. Najczęściej dosłownie. Dlatego też dosłownie chcę by zapamiętała ten czas jak najlepiej. By nie wykluczał naszych zabaw, spacerów i wspólnych wycieczek. Będziemy się dwoić i troić. Dzielić opieką nad Marysią aby dać jej poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Myślę, że takie podejście spowoduje u Hani przekonanie, że pojawienie się nowej istoty to wydarzenie dające radość – a nie burzące jej dotychczasowy świat.

3. Pozwolę Hani być Dzidziusiem, jeśli będzie tego potrzebować. Licząc na to, że zaspokoi to jej dziecięcą potrzebę i samoistnie przejdzie. Bo co złego jest w pozwoleniu starszakowi przejechać się w wózku albo w spróbowaniu maminego mleka? Mózg dziecka pracuje bardzo szybko i wbrew pozorom bardzo prosto. Dziecko ma często potrzebę TU I TERAZ a niespełnienie jej może zachwiać jej fundamentami, nad którymi pracujemy dzielnie od kilku lat.

Mam w nogach 28 przetańczonych sylwestrów. Moja macica dała schronienie dla dwóch małych księżniczek (jedna wciąż korzysta z usług mojego pięciogwiazdkowego hotelu:). Umiem już gotować zupy i piec ciasta. Prowadzę samochód. Można więc stwierdzić, że swoje już przeżyłam. Ale na pewno nie predestynuje mnie to do pochopnych wniosków w zakresie tego co przed nami.

Jak było u Was? Mam trochę racji pisząc, że niczego nie da się zaplanować? A już na pewno nie warto martwić się na zapas?