Magia, którą wyczarujesz w pięć minut

IMG_2163Upierdliwa matka

Do wczoraj nie miałam problemu z upierdliwym przypominaniem Hani o podlewaniu kwiatów. Ot taki rytuał: ja przypominam, Hania głośno wzdycha, w końcu z miną męczennicy przy mojej asyście wlewa kwiatkom wody. Akceptowałam ten chory układ, choć coraz dosadniej uwierał mnie głośny „wzdech”. Nosz cholera, nie chciałam być upierdliwą matką. Nie na tym etapie życia. Jeszcze zdąży na mnie powzdychać, poprzewracać oczami albo pyskować. Ale jeszcze nie teraz.

Przeanalizowałam temat i doszłam do wniosku, że Hania nie pamięta o wodzie dla kwiatków bo nie rozumie, że kwiaty potrzebują tej wody do życia. Co innego wiedzieć a co innego widzieć.

Pora na magię.

Ale najpierw spacer. Taki ulubiony, do kwiaciarni. Kupiłyśmy bukiet tulipanów. Białych. Koniecznie białych. Idealnie pasują do każdego wnętrza jak i do eksperymentowania. To najprostsze domowe doświadczenie. Jego największą wartością oprócz efektu, który otrzymujemy po wykonaniu, jest to, że dziecko wykonuje je samodzielnie od początku do końca bez trudu.

Do pięciu szklanek wlewamy wodę. Do każdej z nich dodajemy szczyptę barwnika spożywczego. U nas niebieski, czerwony, żółty, zielony i brązowy. Mieszamy barwnik z wodą i tulipany trafiają pojedynczo do szklanek. Reszta do wazonu na stół.

Teraz idziemy spać, albo zajmujemy dziecko na kilka godzin, żeby nie zniechęciło się z braku natychmiastowego efektu. Rano budzi nas okrzyk radości, niedowierzania i dumy. Kwiaty są magiczne. Kolorowe.

I teraz zgadnijcie: Hania utrzymuje, że kwiaty napiły się kolorowej wody i dlatego zmieniły kolor (zgodnie z moim planem!) czy Hania jest Elzą, ma moc i zaczarowała kwiaty podczas snu?

IMG_2150 IMG_2149