Niezawodny sposób na walkę z chwilowymi trendami w macierzyństwie

DSC_0074Ile razy urządzając przestrzeń w domu miałaś pomysł najlepszy z możliwych, który zdeterminował Twoje wybory zakupowe? Ten jeden jedyny, niepowtarzalny, którego nie dało się wybić z Twojej głowy?  A teraz popatrz na tę niepowtarzalną tapetę, kanapę albo dywan i przyznaj, że jednak powinnaś posłuchać męża, bo wzór, o który prawie się pozabijaliście, przyprawia Cię dziś o mdłości ilekroć na niego patrzysz.

Jeśli tak nie masz to jesteś szczęściarą i zapewne ominął Cię etap ślepej fascynacji kolejnymi modowymi trendami i, o zgrozo, trendami wychowawczymi. Zaślepienie wiąże się z każdą sferą życia. Tak z aranżacją wnętrz jak i z macierzyństwem. A z macierzyństwem przede wszystkim.

Recepta

Dziś mogę powiedzieć, że znalazłam najskuteczniejszą metodę wyzbycia się chwilowych fascynacji w sferze związanej z wychowaniem. Musisz urodzić kolejne dziecko! A jeśli to nie pomoże to proponuję aby powiększać rodzinę do skutku. Każdy kolejny człowiek obiera nas ze złudzeń jakimi są wymyślne zabawki, kolorowe kocyki i niepodważalne prawdy i metody wychowawcze, które Mamy mają w zwyczaju opowiadać a nawet wygłaszać. Bo spanie z dzieckiem. Bo spanie bez dziecka. Bo niania, monitor oddechu, smoczek anatomiczny, tfu, tylko pierś miało być. Rodzicielstwo bliskości, bo jeśli rodzicielstwo jest nienazwane to już w oddaleniu.

Ja wam mówię, trzeba rodzić kolejne dzieci. Kolejne dzieci to kolejna szansa na życiowe katharsis. Marysia wniosła do naszego życia wiatr, który napędza nas do dziś. Uświadomiła mi, że niczego nie muszę, że nikt mnie nie ocenia a co najważniejsze ludzie mnie doceniają z każdym dniem bardziej a ja nauczyłam się doceniać ludzi.

Rozmowa

Opowiem Ci jedną rozmowę, które tkwi we mnie do dziś. Trzy lata temu kosztowała mnie wiele a dziś jest już tylko dowodem mojej zmiany. Jedna z bliższych mi przyjaciółek zapytała z całą szczerością i troską kiedy planuję wrócić do pracy (mijał rok odkąd przestałam pracować). Wiesz co ja wtedy poczułam? Wstyd. Dziś sama w to nie wierzę, ale poczułam wstyd i zmieszanie. Bo ja o powrocie nie chciałam jeszcze słyszeć a czułam się jak dziecko na wielkiej scenie, na które patrzy się cała widownia i kiwa głową z dezaprobatą. I taka zawstydzona zastanawiałam się co ze mną jest nie tak, że kariera nagle nie jest już tak kusząca. Dolary tak istotne. A planowanie przybrało nowy wymiar.  Nie chciałam nawet tłumaczyć własnych myśli bo musiałabym się tłumaczyć z czegoś co było już w zgodzie ze mną.

Sukcesem może być każdy przeżyty w domu dzień. I możesz być z niego dumna. Owszem, przyjdzie pewnie taki, w którym poczujesz, że już czas wyruszyć dalej. Ale jeśli możesz i chcesz skupić się na domu i na dziecku to masz prawo być z siebie dumna. Z każdego obiadu, na który znalazłaś czas. Gdy osoba pracująca w korporacji gotuje jest bohaterem (bo cudem pomiędzy deadlinami znajduje na gotowanie czas) i wierz mi, gdy gotuje matka też nim jest! Do cholery! Przecież my mamy jeszcze krótsze deadliny. Deadline pieluszkowy, który wyczujesz nawet jeśli chcesz udawać, że się nie zbliża.

Kolejne dziecko pozwala na wszystko spojrzeć z większym dystansem. Z większym spokojem. Pozwala nagle się nie spieszyć. Nie poganiać świata. Niech ten świat ucieka jeśli woli, ale ja tu zostaję. Zostaję zatopiona w tym bezzębnym uśmiechu mojego dziecka. Już nic nie muszę. Już niczego nie jestem pewna i do niczego tak przekonana jak jeszcze kilka lat wcześniej.

Okazja do szczęścia

Każdy etap w macierzyństwie jest wyjątkowy. Ale to delektowanie się nim daje największą radość. Kiedy zrzucamy z ramion presję, pozbywamy się oczekiwań, słuchamy siebie zamiast czytać fora, dostrzegamy to co najważniejsze. Codzienność. Jej piękno tkwi w prostocie. W śniadaniu, w porannej pobudce z buziakiem na skroni. Na sukni, którą dziś pozwalam zakładać już bez okazji, bo tak naprawdę okazje stwarzamy sobie sami.

Pozwól więc aby Twoja okazja do szczęścia nie uleciała. By nie zastąpiła jej pogoń za macierzyństwem idealnym. Nie ma takiego. A jeśli próbujemy je tworzyć to po pewnym czacie zaczyna nas uwierać jak ten mebel, na który tak się uparliśmy a dziś czujemy jak bardzo do nas nie pasuje. Czasem więc lepiej usiąść na podłodze, na surowych deskach niż starać się dopasować do świata.