POKOLENIE INSTANT

GenZ

Generacja Z. to najbardziej demonizowana generacja od czasu…Millenialsów.

Podobno gryzie, siedzi tylko przy tabletach i najbardziej boi się, że zniknie wi-fi. To dzieciaki, które nie znają świata bez internetu. On jest dla nich czymś tak oczywistym jak dla nas prąd. Urodzili się po 1995 r., za późno, żeby nas zrozumieć.


Generacja Z., czyli generacja, do której z pewnością nie należę. Nie działam bowiem należycie szybko. Tematu postanowiłam dotknąć po miesiącu od publikacji materiału Natalii Hatalskiej http://hatalska.com/2015/01/22/generacja-z-pokolenie-ktore-zmieni-nasz-swiat/.

Instant to dla mnie zupka w proszku. Nie działam bezrefleksyjnie, co w przełożeniu na dzisiejsze realia oznacza, że działam z opóźnieniem. Tracę cenny czas na przemyślenia, rozmowy, dyskusje, kłótnie, które w moim mniemaniu kształtują ostateczną ocenę tematu. Ale patrząc przez pryzmat rodzących się w upływającym czasie artykułów, tweetów i opinii można powiedzieć, że przesypiam temat.


Dzisiejszy wpis to zlepek wielu przemyśleń dotyczących tematu Generacji Z. Nie koncentruję się na aspekcie technologii. Dotykam kwestii będących konsekwencją nowych czasów. Zmian społecznych będących wynikiem wszechobecnej sieci. Kilka smutków, kilka refleksji i jeden mały pomysł na zarażenie dzieci tym co wiele lat temu cieszyło nas. Choćby w ramach żartu, wyłącznie analogowego doświadczenia i radości rodzica. Dla dzieciaków z Generacji Z. świat realny przeplata się z wirtualnym na każdym kroku, dlaczego więc tego nie wykorzystać?


ZACZNIJMY OD POCZĄTKU. NIEOCZEKIWANA ZAMIANA MIEJSC.

Nasze dzieci dorastają w czasach, których my wciąż się uczymy. To trochę jak z sytuacją, kiedy para przeprowadza się do kraju, gdzie językiem użytkowym jest język, którego nie znają. Rodzi się dziecko. Język opanowuje nieporównywalnie szybciej niż oni. Z czasem rodzice posługują się nim w stopniu dostatecznym, dziecko zaś płynnie i bez zająknięcia. Powoli staje się tłumaczem rzeczywistości. Dystansuje własnych rodziców z każdym rokiem. Ci, choć wkładają w asymilację horrendalnie dużo pracy nie są w stanie dotrzymać kroku własnemu dziecku. Tak jest z pokoleniem X i z częścią Millenialsów. Przeprowadziliśmy się do świata, w którym włada się językiem social mediów, tabletów i szybkich treści. W pocie czoła rozwijamy swoje kompetencje. Szkolimy się. Uczymy. Podczas gdy nasze dzieci rosną nieświadome własnej przewagi konkurencyjnej. Stają się małymi dorosłymi, którzy z czasem będą prowadzić nas za rękę, deklasować w wyścigu pokoleń. Technologia wzbudza w nas fascynację i strach. W dzieciach nie budzi żadnych emocji. Po prostu jest.

JAKIE TO RODZI RÓŻNICE. DZIECIŃSTWO NA TAPECIE.

Czym dla nas było dzieciństwo? Było czasem beztroski. Trzepaków. Kolorowych karteczek. Liścików. Lodów Bambino. Powrotów przed zmierzchem. Ilu z nas w wieku 8 lat myślało o założeniu własnej firmy, miało jasny plan na siebie? No może Tomek Tomczyk wiedział, że zostanie sławnym pisarzem. Reszta marzyła o nowej Barbie lub oglądała Power Rangers, a w katalogu zainteresowań z zakresu szeroko pojętej przyszłości znaleźć moglibyśmy co najwyżej plany na nadchodzące wakacje. Umieliśmy się nudzić i nie czuliśmy w związku z nudą, że tracimy dystans do konkurencji. Nie braliśmy udziału w wyścigu szczurów, hasło to poznaliśmy dopiero w liceum. Świata uczyliśmy się z encyklopedii, w szkole i przede wszystkim od rodziny i dorosłych, którzy poświęcali nam czas na rozmowy. Nie potrafiliśmy wychodzić poza polskie standardy, bo nikt nie mówił głośno, że istnieją inne. Skoro nie mówił, to znaczy, że nie było. Proste.

Nasze dzieci nie są zdane już tylko na książki i naszą wiedzę. One mają w swoim zasięgu cały świat. Potrzeba im 5 sekund na wpisanie hasła i jednego kliknięcia, żeby dotrzeć do katalogu wiedzy, którego my nie otrzymalibyśmy przy maksymalnym nakładzie pracy i determinacji. Dla naszych dzieci standardy mają wiele płaszczyzn. Same o tym czytają.

Nudę zastąpiły słowem nieproduktywność. Dzień bez zajęć dodatkowych to dzień stracony. My zaś miotamy się pomiędzy euforią na setki zajęć a między poczuciem krzywdy, jaką im tym wyrządzamy. Warto tutaj zauważyć, że zajęcia dodatkowe, aktywności, które każdego dnia wpisujemy w grafik dziecka ograniczają jego czas wolny. W ograniczonym czasie wolnym nie mają możliwości spędzać czasu przed urządzeniami, ale nie mają jej też na kontakt z rówieśnikami w realnym świecie. Co daje odpowiedź na jeden z zarzutów. Zarzut o nieumiejętność interakcji społecznych. Dzieci tę umiejętność posiadają. Nie mają często tyle czasu i siły, aby po lekcjach, angielskim czy tenisie wyjść przed blok. Łatwiej złapać się na Facebooku.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ RODZICÓW DZIECI Z GENERACJI Z.

Mam wrażenie, że wszystko to składa się na obraz pokolenia Z. Normalnych dzieci, normalnych rodziców, którym przyszło żyć w nowych czasach. Różnica w dostępie do technologii całkowicie wpłynęła na otaczający świat. Ale świat ten jest jedynym, który znają nasze dzieci. Nie mówmy im, że jest gorszy od naszego, bo to subiektywny odbiór. Nie straszmy, nie odcinajmy się od niego, ale akceptujmy i uczmy się w nim funkcjonować. Wtedy będziemy w stanie racjonalnie kierować naszymi dziećmi. Zachęcać do niepoprzestawania na kliknięciu i przejrzeniu wyników wyszukiwania. To my musimy nauczyć ich cierpliwości w zagłębianiu się w temat. Cierpliwości, której my uczyliśmy się latami.

Musimy nauczyć ich odróżniać świat OFFLINE od świata ONLINE. Świadomi granicy pomiędzy tym co realne a tym co próbują urealnić staną się lepszą wersją nas. To my musimy udowodnić, że jesteśmy świadomi zagrożeń wynikających z wszechobecnej technologii. Ale również świadomi korzyści jakie przyniosła. Perspektyw jakie otworzyła przed naszymi dziećmi. 


LIST Z NASZYCH CZASÓW… POKAŻ DZIECKU JAK KOMUNIKOWAŁY SIĘ POPRZEDNIE GENERACJE

Szczegóły jutro na profilu Facebook’owym Fleximama.