PUBLICZNA ZABAWKA, KTÓREJ NIE BYŁO.

1

fot. Łukasz Kowalski

Nie umiem usiedzieć na miejscu. Ile można przebywać na jednej ulicy, w jednym domu z jednym człowiekiem? My z Hanią nie potrafimy. Kochamy się, ale potrafimy wyprowadzać się wzajemnie z równowagi. Widzę w oczach mojego dziecka bunt jako reakcję bezwarunkową na kolejną piosenkę, wiersz albo wieżę z klocków. Może dlatego tak doskonale reaguje na słowa: „Ubieramy się. Nowy dzień, nowe możliwości!”. Kurtka, buty, biedronka, kluczyki od auta. Hania lokalizuje, podczas gdy ja pakuję nasz musthave. Synchronizacja i narastająca euforia.

Dziś też wyszłyśmy, na kawę i ‚dzieciowe’ spotkanie. Spokojna klubokawiarnia, piękne i awangardowe wnętrze, pyszny koktajl, ogromne lustra w hallu rozbawiające Hanię do cna i … na tym w zasadzie powinnam zakończyć opowieść, bo po co się nadmiernie stresować?


Czy Matka nie może zabrać dziecka do kawiarni? Czy naprawdę tak wiele kosztuje plastikowy fotelik z IKEI, przewijak, albo prosty jak przysłowiowa konstrukcja cepa kącik zabaw? Czy nas nie przewidziano w wizji tej cudownie łódzkiej przestrzeni? Awangarda nie jest dla rodzin 2+x, konwencja zabrania?

Nie zamierzam przebierać mojego dziecka na kanapie, rzucać zawartością słoiczka po ścianie, albo odciskać małych rączek na wielkim lustrze. Chcę tylko dać dziecku poczuć, że można spędzać czas inaczej, spotykać się z ludźmi nie tylko na własnym dywanie. Że można zachwycić się prostą publiczną zabawką, narysować kilka kropek czy kresek na ogólnodostępnej kartce, ogólnodostępną kredką i gdzieś w głowie zapisać ten dzień jako nową przygodę. Odkrywanie. Poznawanie. Dotykanie. I do tego, przeprowadzając prosty rachunek, nie potrzeba wielkiego budżetu.

Za otaczający nas świat odpowiadamy wspólnie. Powstaje w pocie czoła. Jest piękny i jedyny. Czasem jedna mała rzecz potrafi zepsuć wysiłek wielu. Rodzina jest w dzisiejszych czasach gloryfikowana, bo tak niewiele ślubów się odbywa, tak bliski zeru jest przyrost naturalny. Ale słowa to za mało. Słowem nie pomożesz Matce próbującej jedną ręką przewinąć dziecko w toalecie. W toalecie, w której ręcznik papierowy uruchamia się poprzez zbliżenie dłoni do sensora, suszarka dosuszyłaby Jasiowi Fasoli spodnie, ale przewijaka próżno szukać.

Od dziś tym bardziej doceniam każde miejsce, które zadbało w swoim projekcie o zapewnienie potrzeb rodzinie. Choćby tych minimalnych. Miejsc, w którym nie muszę przepraszać, że moje dziecko zaspokaja naturalną potrzebę zabawy, odkrywania i poznawania. To wszystko składa się na postęp, którym tak bardzo lubimy się szczycić. Postępujmy więc małymi krokami a może pewnego pięknego dnia moje wnuki wchodząc do restauracji nie będą musiały siedzieć u babci na kolanach tylko poczują się pełnoprawnym gościem, którego Restaurator wziął pod uwagę. One tego nie docenią w pełni – ale rodzice owszem. Rodzice poczują się zauważeni, a raczej przepraszam, potraktowani jak klient zwykłej kategorii, nie zaś persona non grata. A tego wciąż w naszym społeczeństwie próżno szukać.