RUTYNA TO NIC ZŁEGO

clock-1295031_1920

Pamiętam siebie sprzed lat, kiedy słowo rutyna kojarzyło mi się z nudą, przewidywalnością i starością. Wydawało mi się, że rytuały zabijają spontaniczność i odbierają życiu barw. Do czasu.

Do czasu, kiedy zaczęliśmy funkcjonować jako rodzina. Z Hanią. Dziś z Hanią i Marysią. Wiem, że rutyna nie musi być nudna. Wystarczy nadać jej nowy wymiar. Wystarczy potraktować ją jak ramę obrazu, która zapewnia dziecku poczucie bezpieczeństwa. Jest synonimem spokoju i pewności, której każde dziecko potrzebuje jak tlenu. Nawet moje, wciąż szukające wrażeń, uwielbiające podróże i adrenalinę dziecko potrzebuje podświadomie wiedzieć, że po śniadaniu myjemy zęby, szczotkujemy włosy i ścielimy łóżko. Kiedy zabraknie któregoś elementu, bo z pośpiechu łóżko zostało niepościelone, sama się o ten element układanki upomina. Odkąd to odkryłam tym większą wagę przykładam do nazywania powtarzalnych czynności, do podkreślania ich wagi, traktowania jako małych rytuałów, które choć tak nudne i zwyczajne tworzą nas jako dom i rodzinę.

Z rytuałami jest trochę jak z codziennym obiadem, który robimy w domu. Niby zwyczajny, niby ziemniaki, koperek, kotlecik i surówka. Taka nuda. Ale to za tą nudą tęsknimy kiedy wyjeżdżamy na dłużej. To ta nuda, której jesteśmy pewni, która pachnie domem i kojarzy się z rodzinnym stołem i rozmowami uwalnia spontaniczność i pozwala cieszyć się od czasu do czasu wyjściem do restauracji lub zamówieniem ulubionej pizzy. Do końca życia nie zapomnę smaku kopytek z żeberkami, które jadłam po powrocie z Anglii. Byłam równie stęskniona za ludźmi jak i smakami, zapachami i pewnością, że choć świat biegnie, przewraca się, podnosi to w domu wszystko jest tak jak pamiętam. 

Dom to wszystko co kocham. Bo dom musi być po trosze przewidywalny. Czwartki to basen. Po wieczornej kąpieli domowe spa, czyli kremowanie naszych dziewczyn i masaże. Wieczorne czytanie, które daje nam czas na rozmowy, przytulasy i odkrywanie baśniowych światów. To też śniadanie, które robi Pan Tata i obiad zawsze ciepły po pracy, który spoczywa na barkach Mamy. Kiedy tego nie ma to nawet ja, dorosła kobieta czuję, że coś się nie zgadza. Że czegoś brakuje.

To wspólne mycie zębów, zmywanie i odkurzanie spaja nas i nadaje życiu rytm. Kiedy nadajemy tym małym czynnością większej rangi, kiedy nauczymy się z nich cieszyć będziemy szczęśliwsi. Uwierzcie mi, upiększanie codzienności jest ważniejsze i cenniejsze niż czekanie na coś wyjątkowego, co może nigdy nie nastąpić. Bo to w codzienności ukryta jest wyjątkowość. To drobiazgi budują nas i ich obraz mamy przed oczami w chwilach smutku. Nic nie musisz. Ale wszystko możesz! A najważniejsze kiedy masz dla kogo! 

Wiesz ile dla dziecka potrafi znaczy wieczorne podlewanie kwiatów w ogrodzie? Wiesz jak bardzo potrafi czekać na zerwanie jednej dojrzałej poziomki, którą codziennie chodzi oglądać z babcią? Jak czeka w oknie na powrót Taty. Jak ważne jest, że Tata wraca najszybciej jak się da. Że wita uśmiechem. Jak cenne są chwile spacerów. I placuszki z jabłkiem smażone w środę. Warto tworzyć własne rytuały, celebrować codzienność.

Nie warto bać się rutyny, tak długo jak pozostawia miejsce na spontaniczność. Wtedy daje nam bezpieczeństwo, którego tak bardzo potrzebujemy, żeby rozwinąć skrzydła….