WYJAZD WE DWOJE

We dwoje

Spoglądam na podłogę w pokoju i uderza mnie myśl: czego zapomniałam? Jak to możliwe, że wyjeżdżając na 4 dni mam naszykowane dwie niewielkie torby ubrań i paczkę czipsów na drogę? Gdzie dmuchana wanienka, wózek, pieluszki, butelka, mleko, zapas chusteczek, dziesięć niezbędnych książeczek i pudło zabawek? Gdzie miś!?

To nie koniec! Zastanawiam się czy to jawa czy sen. Wyjazd planujemy na godzinę 10 i godzina ta uzależniona jest tylko od naszego kaprysu. Nie martwimy się o pory snu, o głód towarzysza podróży, o wstanie lewą nogą. Jedziemy przed siebie dokładnie o 10, bo tak się nam podoba.

Wiesz co jeszcze? Śniadanie w McDonalds. Takie na wypasie. Niezdrowe, pełne kalorii, czyli idealne na początek wyjazdu! Zjemy je na ławce na zewnątrz, blisko drogi i nie będziemy się martwić czy Hania nie wybiega właśnie na ulicę lub czy nie zaklinowała się na zjeżdżalni.

Potem będzie jeszcze lepiej. Rozkręcam się. Pamiętasz reklamę Tymbarka?

Taką, w której po otwarciu kapsla porywa Cię rwąca rzeka, głośna muzyka, dobra impreza i upalny letni klimat? W myślach znów mam 18 lat i spędzam wakacje na Halu kiedy moim jedynym obowiązkiem było zdążyć na godzinę 12 na kurs windsurfingu.


I nawet jeśli wyjazd we dwoje, ten realny, nie będzie miał pokazu fajerwerków w tle. Nawet jeśli moje myśli będą blisko Niej. Jeśli zadzwonię raz, drugi, piąty, dziesiąty. I najgorsze, nie ubędzie mi podczas tych czterech dni zmarszczek, to nie zmienia faktu, że warto. Warto czasem wyjechać we dwoje!

Dla tej ekscytacji przed, dla chwil wytchnienia w trakcie. Dla spacerów do rana, spania w dzień. Dla tych 18 lat, które wciąż mam w sobie. I dla tęsknoty za dzieckiem, której nie poczujesz jeśli zawsze będziesz obok.

I nie każ mi dziś myśleć o sobie jak o wyrodnej Matce, która opuszcza swoje pisklę by sama oddać się doczesnym przyjemnościom. Chcę cieszyć się, z tego że wciąż jesteśmy MY. Ja i On. To nasz czas. Nasz czas, którego największym beneficjentem jest dziecko. Bo dla dziecka najważniejsza jest rodzina.  Dla dziecka najważniejsze to widzieć rodziców zakochanych w sobie po uszy. Na co dzień, a nie tylko na zakurzonej fotografii.

A wy jak planujecie spędzić najbliższy weekend?