ZMIANY SĄ DOBRE

IMG_6094Od pół roku nie opublikowałam na stronie żadnego tekstu. To całkiem niezgodne z moim charakterem – porzucać coś co sprawia radość. Ale zmiana była mi potrzebna. By stanąć z boku. By rzetelnie ocenić dotychczasowe działania. Powiedzieć na głos – nie dałam rady. Blog nie jest moim sukcesem. By zrozumieć, że coś co miało być przygodą zamiast mnie cieszyć zaczyna ograniczać. Miałam dość tego, że na moim facebooku zamiast zdjęć przyjaciół wyskakują kolejne artykuły o radości wynikającej z macierzyństwa, o jedzeniu dla dziecka, o ubrankach dla dzieci, o dobrej relacji. Macierzyństwo stało się niejako jedynym obowiązującym tematem, co było całkowicie niezgodne z moją osobą.

Skorzystałam z zasady, którą często kieruję się na co dzień. Postanowiłam odpocząć od wszechobecnego tematu blogowania. To trochę tak jak z zakupami. Zakochasz się w pewnym produkcie, zrobisz wszystko by go kupić aby po  kilku dniach zrozumieć, że nie był niezbędny. Wolę zakochać się w produkcie, nie kupić go od razu, zapomnieć na kilka tygodni i po tym czasie podejść do tematu na świeżo. Jeśli wciąż czuję motyle w brzuchu znaczy, że to nie był czysty impuls i fanaberia lecz uzasadniana potrzeba.

Pół roku bez blogowania doprowadziło mnie do miejsca,w którym jestem obecnie. Do dnia w którym siedząc przed komputerem i cieszę się, że to robię. Mój facebook nie jest już zaśmiecony kolejnymi grupami, podgrupami i blogerskimi tekstami. Wiem, że teksty, które tworzyłam były wartościowe. Wiem, że potrafię nadal to robić. Ale wiem też, że nie każdy polubi moją bajkę. Pisanie bloga to trochę jak tworzenie własnej telenoweli. Nigdy nie ma pewności, że ktoś zechce śledzić właśnie naszą. 

Jaka jest moja? Kim jestem? Za dwa miesiące urodzi się mała Marysia, w tym samym czasie rozpoczniemy budowę domu. Dbam o siebie i korzystam z ostatnich dwóch miesięcy, kiedy w domu mieszka z nami już niemal dorosły człowiek a ja mogę wspierać jego rozwój, ale czuję że nie jestem już niezbędna. Czytam książki związane z Montessori i wybieram z nich to co jest mi bliskie i wydaje się ciekawe dla Hani. Opowiem Wam o tym. Podzielę się dotychczasowymi przemyśleniami. Ale już teraz zastrzegam, że nie traktuję Montessori jako filozofii całkowicie definiującej nasze życie. Raczej jako inspirację.

Postaram się inspirować choćby krótkimi tekstami. Nie każdy musi być przecież długi i wyczerpujący. Sama wiem, że czasem lubię wejść na bloga, który da mi inspirację do codziennego życia. Nie koniecznie musi nieść przesłanie i głębokie przemyślenia. Życie to przecież prosty rachunek. Jak dwa plus dwa. Nie zawsze musi być noblowską powieścią. Czasem szukamy prostego wiersza, który da nam uśmiech, pomysł, lub ucieszy prostotą przekazu.