ZMIENNA OPTYKA

arrow-direction-one-way-536

Odkąd pojawiła się na świecie Hania coś w głowie zmieniło swoje tory. Bezwiednie. Bez pytania. Wwierciła mi się w głowę w sposób całkowicie zmieniający optykę. Może jak zwerbalizuję kilka przykładów i usłyszę od choć jednej osoby, że przechodzi przez to samo, to uznam że jeszcze nie do końca zwariowałam.

1. Kiedyś wbiegałam i zbiegałam po schodach niczym pantera. Zwinnie. Na palcach. Szybko. Trzy ostatnie stopnie pokonywałam w locie. Teraz schody kojarzą mi się z dwoma wyobrażeniami. Hani spadającej ze schodów. Mnie trzymającej Hanię na rękach spadającą ze schodów. Horror, wizja, która mnie prześladuje. Ten punkt sprowadza się do szeroko dostępnej obecnie zdolności do pisania złych scenariuszy i zakładania najgorszego.

2. Zwracam uwagę na bezproduktywnie grające telewizory. Obsesyjnie wręcz szukam pilota, żeby zniwelować szum, uwolnić rozmowę, ograniczyć Hani styczność z mrugającym pudłem.

3. Dostaję drgawek kiedy ktoś przynosi słodycze w ramach upominku. A jeszcze bardziej alergicznie reaguję na pytanie-wyrzut „to ona jeszcze nigdy nie jadła czekolady”? Nie jadła. I żyje. Wow. Odkrycie na miarę Nobla.

4. Kiedy słyszę o mężczyźnie, który pobił 2- letnie dziecko czuję, że nie wahałabym się samodzielnie wymierzyć mu sprawiedliwości bez względu na konsekwencje wynikające z własnej porywczości.

5. Oglądając film, w którym widzę cierpiące dziecko, oglądając wiadomości z historią rodziny, która mierzy się z chorobą dziecka silniej przytulam H. i bezwiednie płaczę. Serce rozkrusza mi się na miliony kawałeczków. Pęka. Czuję, że to mogła być ona i jeszcze silniej przytulam.

6. Nie umiem unikać porównań. Zawsze czegoś jest za dużo/za mało/za nisko/za wysoko. Świat opisany na blogach, ukryty w fotoreportażach jest idylliczny. Dziecko zawsze piękne, pachnące i oczytane. Mieszkania nieskazitelne. Zadania wykonane. Następuje zderzenie z realiami. Porównania, setki porównań. Obsesyjnie rodzą się wyrzuty do samej siebie: że za mało czytamy, nasze jedzenie zawiera niedostatecznie dużo wartości odżywczych a zabawki mają za mało drewna w drewnie.

7. Każdy przedmiot w zasięgu Hani upatruję jako potencjalne zagrożenie. Rozkręcam go w myślach, rozkładam na czynniki pierwsze.

Ponadto, stwierdzono u mnie silną alergię na wszędobylskie stwierdzenie „nie przesadzaj”, z którym mierzę się na co dzień. No sam nie przesadzaj!

Tak poza tym, wszystko u mnie w porządku. I wbrew temu co wymieniłam powyżej pozwalam Hani na samodzielne poznawanie, dotykanie i smakowanie świata zgodnie z jej naturalnym rozwojem. A lęk. Pozostanie ze mną już zawsze. Jak z każdą matką. I chyba taka jest kolej rzeczy. Prawda Mamo?