WARTO OPIERAĆ RODZICIELSTWO NA SZACUNKU

img_6348Mogłabym poprzestać na miłości. Miłości rodzica do dziecka i dziecka do rodzica. Miłości bezwzględnej, której żadnej z nas nie trzeba uczyć. Ta miłość pachnie wspólnym śniadaniem, świeżą pościelą i smakuje wspólnie lepionymi pierogami. Jest prosta. Naprawdę prosta. Wypełnia nas Matki, przepełnia po brzegi i bardzo łatwo byłoby się jej poddać, do niej ograniczyć. To nic złego, wręcz pięknego, nie mogę tego podważyć. Ale warto walczyć o więcej. Relacja rodzica z dzieckiem to też relacja dwojga ludzi, którzy wspólnie idą przez życie. Jak więc będzie wyglądała nasza podróż? Czy będzie pasmem jednostronnych trudów, poświęceń i wyrzeczeń tłumaczonych miłością czy pasmem trudnych kompromisów, wzajemnej akceptacji i szacunku? Po trzech latach podróży to szacunek, który okazuje mi moje dziecko wpływa na moje postrzeganie macierzyństwa. Na to, że nie czuję się w nim męczennikiem. Naprawdę szacunek „robi” różnicę.

Czytam książki. Ja czytam książki:) Po cichu, dla własnej przyjemności. Długo tłumaczyłam Hani, że potrzebuję czasem chwili odpoczynku tylko dla mnie. Z początku był bunt na pokładzie. Hania wchodziła mi na głowę. Rozczulała, prosiła o uwagę – w skrócie rzecz ujmując uniemożliwiała czytanie. Sto razy przerywałam wtedy czytanie. Sto razy powtarzałam i tłumaczyłam. Wykładałam kawę na ławę. „Potrzeba mi chwili dla siebie, mam swoje marzenia, potrzeby. Tak jak ty marzysz o zabawie tak ja marzę o książce, ciepłej herbacie lub śnie. Nigdzie nie idę, nie przestaję cię kochać, co więcej kocham cię bardziej z każda chwilą, w której zaczynasz okazywać zrozumienie dla moich potrzeb”. Nie czarujmy się są dni, w których nasz układ nie jest idealny. Wtedy to ja muszę uszanować to, że Hania nie poradzi sobie sama. Potrzebuje kompana do zabawy i Mamy w czynnej postaci. Ale 8 na 10 razy mogę pozwolić sobie na pół godziny czytania. Na popołudniową drzemkę. Mogę być chora. Na chorowanie i ból głowy. Dla mnie to wartość większa niż złote góry. Mogę być chora! To kwintesencja mojego macierzyństwa i mój największy sukces. Skoro mogę być chora to znaczy, że ktoś mnie widzi. Widzi mnie z całym bagażem moich potrzeb i oczekiwań.

I tego Wam życzę. Wystarczy tylko milion razy wyjaśnić, że nie jesteśmy robotami. Dawać z siebie wszystko, ale mieć granicę. Bo macierzyństwo trwa dłużej niż ciężki projekt w pracy. Ono się nie kończy. Jeśli więc damy się w tym macierzyństwie postawić w roli małego robaczka, który mieli dane to marny nasz los.

Miłość to fundament domu, przyjaźń nas buduje i do siebie zbliża jest jak kominek – daje ciepło i przywołuje uśmiech na twarzy. Ale bez szacunku, który uczymy się sobie okazywać to ciepło ucieka. Nie ogrzejesz zimą domu jeśli będziesz miał w nim otwarte wszystkie okna. Mimowolnie ciepło będzie z domu uciekać. Tak samo jest z przyjaźnią. Ucieknie przez otwarte okno, pozostawi żal, smutek i wywoła niedosyt w przygodzie zwanej rodzicielstwem.