Kadry, które nas definiują

fullsizerenderStoję na pieńku. Jeansowa spódniczka kręci się jak oszalała pod wpływem rytmicznych ruchów biodrami w prawo, w lewo, w prawo w lewo. Obrót. Pamiętam ciepło tego lata i twarz dziadka, który pojechał rano w poniedziałek na targ, żeby kupić wnuczce wymarzoną jeansową spódniczkę. To wspomnienie ma kolor nieba, które tego dnia było błękitne i smak czereśni z drzewa, pod którym stał pieniek. Ma też dźwięk śmiechu. Mojego śmiechu i dziadka śmiechu, które stworzyły melodię, która gra we mnie do dziś.

To nie jedyne wspomnienie dziadka. Jedno z trzech. Jedno z trzech wspomnień, które mam przed oczami gdy o nim myślę. Zbyt mało mieliśmy czasu aby uzbierać ich więcej. 7 lat, z których trzech pierwszych nie pamiętam. Dostatecznie dużo jednak by zachować trzy wspomnienia. Trzy wspomnienia, które do końca życia zdefiniowały dla mnie pojęcie dziadka.

A co Ty pamiętasz z życia?

Kadry?

Trafiłam? Krótkie kadry, zdania wyrwane z kontekstu…

Sukienka w guziki. Opera z Mamą. 9 świeczek na torcie, które zdmuchuję. Wiersz, który deklamuję po raz setny i spojrzenie ukochanej osoby, która siedzi i po raz setny wzrusza się do łez. Pierwszy i ostatni papieros wypalony w życiu i przeszywający płuca ból, który mu towarzyszy. Płacz Marysi po porodzie. I ogłuszający brak krzyku podczas porodu Hani. Sekundy ciszy, które trwają w pamięci wyraźniej niż całe przeżyte lata. Szczęście gdy już wiem, że żyjesz, że jesteś z nami. Chorwacja i Twoja bezsilność w wodzie wymieszana z moją bezsilnością ratowania najdroższego życia. Świadomość, że w jednej chwili mogę stracić naszą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Kiełbasa suszona na działce nad piecem. Jakieś ognisko nad jeziorem. Gitara na koloniach i szanty.

Czy pamiętam własne życie? Nie. Pamiętam je tylko urywkami. Uczuciami. Zapachami. Łzami. Bliznami, tymi na ciele i tymi w sercu.

Może właśnie dlatego nie dążę już do tego by moje dzieci zapamiętały dzieciństwo. Pogodziłam się z tym, że będę jednym z wielu wspomnień, które zbiorą w życiu. Staram się tylko, by były to jedne z najcenniejszych kadrów. Kadrów, które je zdefiniują, które zapragną powielić i udoskonalić. Tak jak ja staram się być jak Mama, choć po swojemu.

Dążę by życie, które mam szansę przeżywać z nimi czasem włączyło pausę, kliknęło print screen i schowało ów kadr w otchłaniach ich serc.

By niedzielne obiady z dziadkami były definicją rodziny i czasu, który się dla niej znajduje bez względu na pogoń codzienności.
By leniwe śniadania przypominały o tym, że rozmowa czasem osładza a czasem dodaje goryczy, ale zawsze definiuje smak codzienności.
By nasze okresy skupienia nad pracą zapamiętały jako szacunek do pracy nie zaś jako odtrącenie. By praca byla dla nich definicją pasji ale też narzędziem do zarobienia pieniędzy, które są niezbędne do życia. Nigdy zaś definicją ich osoby.
By wakacje kojarzyły im się z grą w Piotrusia i gonitwą za latawcem bez względu gdzie wieje dla niego wiatr.

Cieszę się, że kiedyś będę kadrem w ich pamięci. 
I staram się.
Jestem jaka jestem inna nie będę, ale mogę być najlepszą wersją siebie dla nich.

I Tobie też tego życzę. Wiary w codzienność, która definiuje najdoskonalej. 

  • Ada

    Za każdym razem, kiedy Cię czytam, wzruszam się – często też do łez. To niesamowity talent – w kilku słowach potrafić tak dogłebnie oddać prawdziwość życia.