JAK SPORTEM ZASPOKAJAM AMBICJE

DSC_0363

fot. Łukasz Kowalski

Każdy marzy o świetlanej przyszłości dla swojego dziecka. Decyzja rodzica dotycząca kroków milowych w edukacji ukochanego małego człowieka poprzedzona jest godzinami dyskusji, internetowego research’u i wysłuchaniu rad dobrych cioć.

Po niezliczonej ilości godzin spędzonych na przemyśleniach związanych z rozwojem mojego Szczypiorka, który przecież wciąż ma problem z piciem z kubka a co dopiero z fizyką kwantową, doszłam do wniosku, że chwilowo jest jeden, niezawodny pomysł na zaspokajanie moich ambicji – SPORT.

Chcemy zaszczepić w Hani miłość do ruchu i aktywności. Sport może być pasją, sposobem na życie, ale może być też bardziej przyziemnie rozwiązaniem wielu chorób cywilizacyjnych i moim wiernym Partnerem w dążeniu do offlinowego życia rodziny. Jakie mam na to patenty i jakie plany?

WSPÓŁUCZESTNICTWO

Od początku postanowiliśmy nie rezygnować z ruchu „bo mamy dziecko” i zmienić retorykę na „jesteśmy aktywni z dzieckiem”. Nie chcę by Hania uważała, że sport to przywilej dorosłych, strefa, z której jest wykluczona (poza małym wyjątkiem, o którym pisałam TU). Pomimo lamentów babć i dziadków całe minione wakacje spędziliśmy na rowerze. Pływamy. Biegamy. Ćwiczymy. I wszędzie jest miejsce dla niej.
Po dzisiejszym poście Ty też nie znajdziesz już dla siebie wymówek!

BIEGANIE
K. niedługo po urodzeniu Hani postanowił przebiec swój pierwszy w życiu maraton. Ten kto kiedykolwiek podjął się takiego wyzwania wie ile godzin treningu i wyrzeczeń wiąże się z tą decyzją. Ile potu i łez trzeba wylać aby pokonać szaleńczy dystans 42 km 195 m.
Jego decyzja zbiegła się z moim postanowieniem powrotu do formy sprzed porodu. Stojąc w obliczu wyzwania i planowania strategii przekazywania sobie Hani „w locie” postanowiliśmy nie robić z siebie wariatów i rozpocząć bieganie rodzinne. Z wózkiem jako dodatkowe obciążanie.
Nie, nie był to rytuał codzienny. Raczej raz/dwa razy w tygodniu zabieraliśmy Hanię na max 10 km przebieżki. Dłuższe dla mnie są nieosiągalne, a Pan Tata narzekał na ból nadgarstka.
Tak, dwa razy zrobiono nam zdjęcie i spotkaliśmy się z każdym rodzajem uśmiechu na twarzy przechodnia: od szyderczego, poprzez „z politowaniem” na przychylnym kończąc.
Tak, Hania nie raz i nie dwa przespała cały dystans.
Tak, jak nie spała bacznie obserwowała świat dookoła i nie marudziła (pierwsze miesiące biegania raczej świat nad sobą:)
Tak, dla mnie wspólne bieganie jest niezwykle motywujące. Moja forma przy jego formie jest doprawdy żenująca.
Tak, to naprawdę fajne robić coś razem.
Tak, obecnie staje się to niemożliwe, ponieważ Hania chce biec z nami w sensie dosłownym. Wózek jest już passe.

TANIEC
Taniec od zawsze był moją pasją. Po poważnej kontuzji musiałam zrezygnować z marzeń o zawodowym rozwoju ale miłość pozostała miłością. Tańczymy w domu do każdej muzyki. Do radia, do Iron Maiden, do Fasolek. Hania ma niesamowitą radość ze wspólnych pląsów. Dlaczego więc mielibyśmy ją jej pozbawiać? Podskakujemy radośnie w rytm hop-sa-sa, po czym robimy bach i zabawa zaczyna się od nowa.
Odkąd Hania zaczęła wykonywać świadome ruchy ciałem co dzień zachwyca mnie poczuciem rytmu i własną inwencją zapożyczoną z maminych wygibasów. Kiedy była jeszcze małym żółwikiem zabierałam ją z sobą na zajęcia taneczne dla mam. Polecam, szczególnie dla kobiet, które mają dość siedzenia w czterech ścianach. To fantastyczna okazja do poznania Mam, które tak jak Wy pragną wrócić do formy po porodzie i które, tak jak Wy, oficjalnie mają dość tematu pieluch, ale jak tylko nikt nie słyszy rozmawiają o wyższości Pampersa nad Dadą lub na odwrót. I dobrze!

ĆWICZENIA W DOMU
Chodakowska! Znacie kobietę? Wiecie jak Hania reaguje na hasło Chodakowska? Kładzie się na podłodze i podnosi biodra do góry. Po czym usilnie próbuje robić brzuszki. Kocham to. Obiecuję Wam filmik z naszych domowych ćwiczeń jak tylko dobrnę do 20 treningu, zaopatrzę się w ładne legginsy i będę wyglądała przed kamerą jak rasowa fitnesswoman.
Połowę ćwiczeń w parterze wykonujemy z Hanią jako słodkim obciążeniem. Chodakowska byłaby ze mnie dumna:) Ale co mi po jej dumie? Najważniejsze, że Hania ma kolejną lekcję przemyconą w codziennym rytmie: sport nie musi kojarzyć się z wyjściem z domu. W każdym miejscu, w każdych okolicznościach można spędzać czas aktywnie. Szczególnie we własnym domu!

BASEN
Do basenu zabieraliśmy się jak sójki za morze. Straszeni każdą chorobą świata czyhającą w publicznym zbiorniku wodnym zwlekaliśmy do 14 miesiąca życia Hani z jej „pierwszym razem”. Czy żałuję, że zaczęliśmy przygodę tak późno? Nie, bo i po co rozpamiętywać tak błahe rzeczy. Zresztą tematykę basenową pozostawiam sobie na kolejny czwartkowy wieczór, który wzbogacę o fotorelację z Wodnisiowych plusków.
Basen to strefa Taty i Hani. Matka natomiast basen traktuje jako odprężający rytuał. Na basen dobiegam, robię 30 odległości, po czym rozpływam się dosłownie i w przenosi na saunie. Po takich przyjemnościach dołączam do basenowych szaleństw w strefie dziecka.

ROWER
Rower to najfajniejszy sposób spędzania czasu! Weekend sam się planuje kiedy podejmujemy decyzję o ujarzmieniu rowerów. Hania zaopatrzona w kask i fotelik jest idealnym towarzyszem. Zwiedzamy, jeździmy, piknikujemy. I mam głęboko zakorzenioną nadzieję, że z wiekiem będziemy wieczorami snuć plany kolejnych wypraw.

SPORTY SEZONOWE
Na to Hania jest jeszcze za mała. Poza sankami nie próbowaliśmy niczego ekstremalnego. Ale na przyszły sezon zimowy ostrze już zęby na narciarki żłobek na stoku. Uwielbiam podglądać maluchy związane z sobą zjeżdżające po oślej łączce. I już ją widzę. Z czerwonymi od mrozu polikami i uśmiechem, który zdaje się krzyczeć: „Mamo, Tato! Patrzcie! Jestem szczęśliwa!”


Chciałabym, żeby moje dziecko było mądre, błyskotliwe, osiągało sukcesy na polu zawodowym, sportowym, towarzyskim. Ale to wszystko rzecz wtórna. Najważniejsze by była szczęśliwym człowiekiem. Człowiekiem, który umie dostrzegać szczęście w codzienności. Kogo bawi plac zabaw, plastikowa łopatka lub 10 godzin kopania piłki. Jeśli ona będzie szczęśliwa mnie nic więcej do życia nie będzie potrzebne. Wierzę, że sport a raczej ruch, który jest jego podstawą pobudza w człowieku dawno uśpione endorfiny. A jeśli są endorfiny to pojawia się też uśmiech.

A jakie Wy macie patenty na zarażanie dziecka sportową pasją? Czekam na nowe inspiracje!

  • Rafal

    Prywatnie, staramy się pokazywać naszym dzieciom, że sport to świetny sposób na zdrowe życie, radość wspólnego spędzania czasu i rozładowanie nadmiaru energii czy złych emocji.
    Zawodowo, prowadzimy zajęcia sportowe w przedszkolach i szkołach, staramy się zachęcić dzieci do zabawy związanej z dużą ilością ruchu. Kiedyś przerodzi się to w pasję do sportu lub aktywnego spędzania czasu.
    W obu przypadkach, tzn. w domu i w pracy, pozwalamy, a wręcz zachęcamy do częstych zmian ulubionych dyscyplin lub rodzaju ćwiczeń.

    Efekty kilkuletnich zmagań są dość zachęcające :))

    Pozdr.

    Rafał
    Kids&Sport

    • http://fleximama.pl/ Malg.Zdzieblowska

      W Łodzi też prowadzicie zajęcia? Dokładnie o tym marzę – pokazać Hani świat sportu, dać jej możliwość spróbowania wszystkiego i w konsekwencji wybrania tego co ukocha sobie najbardziej!

      • http://www.kidsandsport.pl Rafal

        Prowadzimy. Ale muszę ze smutkiem przyznać, że zaniedbaliśmy nasze rodzinne miasto i jesteśmy obecni tylko w kilku przedszkolach. Ten rok szkolny to przede wszystkim rozwój naszego projektu w Warszawie. Tu prowadzimy nasze zajęcia w kilkudziesięciu placówkach, a do tego staramy się w miarę możliwości pokazywać dzieciom z innych przedszkoli i szkół, świat sportu i aktywności fizycznej w ramach bezpłatnej akcji „Zdrowo i Sportowo”. Teraz ruszamy też z blogiem, a już wkrótce z materiałami video dla rodziców, którzy „chcą wziąć sprawy w swoje ręce”.
        Sporo pracy i jeszcze więcej planów :)))))