DZIECKO W KOŚCIELE, AŻ STRACH SIĘ BAĆ

P1020191

Nie jestem idealnym przykładem katolika. Może nawet niektórzy powiedzą, że żadnym. Bo tabletki, bo seks przed ślubem, bo spowiedź od święta. Ale jestem przykładem człowieka, który wierzy i ma potrzebę spotkania z Bogiem w kościele. Traf chciał jednak, że na dodatek mam też dziecko.

Nie będę teraz wymyślała, że długo się wahałam i dławiły mnie wątpliwości. Wręcz przeciwnie. Jakieś 3 miesiące temu poczułam, że chcę chodzić do kościoła regularnie, mieć czas na spokojną modlitwę i przemyślenia. Archaiczne mam myślenie i odczucia, ale  po niedzielnej mszy bardziej czuję, że wszystko jest na swoim miejscu. I tak bez gry wstępnej zdecydowałam się na pierwszy raz Hani w kościele.

W listopadowe dżdżyste przedpołudnie spakowałyśmy się i poszłyśmy. Bez czytania poradników dla rodzica, bez konsultacji z ciocią klocią. Na żywioł. Łatwo nie było. Za drugim, trzecim i piątym razem też nie. Postanowiłam: nie zrobię z kościoła placu zabaw ani kawiarni. Chodzę krok w krok za H., tłumaczę co się kolejno dzieje, biorę za rękę, na rękę, pod rękę – w zależności od okoliczności. I co stwierdzam: problemem w kościele nie są dzieci, ale rodzice. I wszystko jak zwykle sprowadza się do braku rozmowy. Po co tłumaczyć? Lepiej wymagać. I tak długo jak myślenie będzie analfabetyczne tak długo będą wyrastały pokolenia zagubionych dzieciaków. Owe dzieciaki nie będą miały okazji uświadomić sobie wyjątkowości miejsca jakim jest kościół, bo nikt im o tym nie opowie, nie wyjaśni. Bez rozmowy dziecko nie wie po co, gdzie i dlaczego tak długo się znajduje. Dla dziecka Kościół jest ogromną, zimną przestrzenią w której nie jest najważniejsze, ba musi dostosować się do obowiązujących zasad, nauczyć się ciszy. Ale właśnie to mną kieruje kiedy tam idziemy. 

Pamiętaj, skoro ktoś nazwał mszę dla dzieci mszą dla dzieci to masz prawo pójść na nią z tytułowym dzieckiem. Nawet małym, nawet nie rozumiejącym przesłania zawartego w ewangelii, nawet na przekór pani z 5 rzędu pod oknem, która i tak na wszystko i wszędzie będzie narzekać. Ale tylko wtedy kiedy uznasz, że to Ty jesteś gotowy.

* Ostatnio się poryczałam, nie wiem dlaczego, ale jak zobaczyłam moją Poziomkę w koronie, w tłumie dzieci idącą z darami do żłóbka |w Trzech Króli|to zalały mnie emocje. Warto było spróbować. Warto zobaczyć, że moje dziecko cieszy się bo idzie w stronę ołtarza. Jeszcze nie wie dlaczego, ale wie już, że to ważne miejsce.

P1020169 P1020187