MALOWANIE PALCAMI JAKO TERAPIA NA TĘSKNOTĘ ZA TATĄ

1

Wyjazd jednego z rodziców, jeśli oczywiście ów rodzic zaangażowany jest w opiekę nad dzieckiem to zawsze przymusowa okazja do testowania nowych zabaw i opracowywania nowych/najnowszych/lepszych/najlepszych form aktywnego spędzania czasu. Małego człowieka trzeba zająć światem na tyle, żeby przy każdym skrzypnięciu drzwi nie wołał „tata TATA ta-ta taaaataaaa”. My dziś zaczęłyśmy nasz 3 dniowy maraton atrakcji:)

Dodam, że już pół dnia bez K. uświadamia mi jak wielkie mam szczęście mając go obok. Ile czasu potrafi wygospodarować dla mnie zajmując się Hanuszką. Jak bardzo Hania zna już rytuały, które należą tylko do niej i Taty. A ja dziś na wiele ich wspólnych terenów weszłam i powiem szczerze – czułam się nieswojo. Bo czułam się „na zastępstwo”.

Padło na farby. To był nasz debiut z pędzlem w ręku. Spędziłam kilka dobrych minut na szukaniu sprawdzonych przepisów w szerokim świecie internetów. Zakasałam rękawy, odnalazłam barwniki spożywcze i z zapałem rozpoczęłam przygotowania. Jako, że nawet sprawdzone przepisy u nas standardowo zawodzą to i tym razem po dwóch próbach miałam 3 duże pojemniczki i 6 małych o różnej konsystencji i uznałam, że więcej nie tworzę, bo i tak cudów nie zdziałam.

Uwielbiam zabawy, które polegają na dotykaniu, mazaniu, brudzeniu, próbowaniu, testowaniu. Czasem mam wrażenie, że bardziej niż Hanka. Po prostu uwielbiam patrzeć na nią skupioną na niecodziennej czynności.  I tym razem było warto, choć bądźmy szczerzy: zabawa jak każda sprawiała frajdę przez 10 minut. Rozumiem rodziców, którzy kapitulują na etapie planowania takiej atrakcji. Ja z podejściem numer II poczekam na letnie miesiące. W ogrodowej scenerii wszystko będzie miało lepszy wymiar. Więcej przestrzeni, więcej swobody |w domu mimo wszystko uważałam na ściany|, lepsze zdjęcia!

5 2 3

*Nasz przepis na farby:

1. pół szklanki mąki kukurydzianej
2. półtorej szklanki letniej wody
3. 2 łyżki cukru
4. pół łyżeczki soli
5. barwnik spożywczy

Mąkę, cukier, sól wymieszałam z wodą, postawiłam na gazie i gotowałam aż zaczęło gęstnieć.
Odstawiłam, rozlałam do pojemniczków i każdy z nich zabarwiłam barwnikiem spożywczym.
Efekt spektakularny nie był, ale dla półtorarocznego dziecka satysfakcjonował.

** W idealnym świecie miały powstać wiekopomne dzieła dla babci i dziadka. Ale wyszło jak zawsze:)