OSWOIĆ SLOW LIFE

Slow life

Stojąc na rozstaju dróg, w małej polskiej wsi, otulona promieniami zachodzącego słońca, goniąca moją córkę biegnącą boso po piasku, zafascynowaną wszystkim co napotka na swojej drodze zaśmiałam się w głos. Śmiałam się tak głośno by usłyszał mnie cały miejski świat. Świat zafascynowany rytmem slow, który staramy się aranżować wokół siebie. Staramy się za wszelką cenę przedefiniować nasze życie, włączyć hamulce, usiąść pośród pędzącego świata. Nie podważam ważności tego co wydarza się w wielkich miastach, mam tylko wątpliwość czy można w pełni realizować styl życia tak obcy miejskiemu otoczeniu. Czy można skupić się gdy obrazy wokół nas zmieniają się w zastraszającym tempie. Czy można żyć wolno kiedy wszystko wokół gna i wymaga od nas zaangażowania. Praca. Dom. Obowiązki. Można, ale skupienie kosztuje nas wiele.

Nawet gdy okoliczności w pełni sprzyjają nicnierobieniu doskonale potrafimy je przegapić. Potrafimy bezmyślnie zaszufladkować tak ważne chwile jako nudne, nic nieznaczące. Podczas gdy po latach najdokładniej pamięta się wydarzenia, które dawały nam proste szczęścia. Nawet jeśli nie były one przełomowe. Wspominamy obiad jedzony na werandzie w upalny dzień, który przeciągnął się do ciepłego wieczora, wspominamy nocne rozmowy do rana, które nie odmieniły losów świata, ale mogły odmienić nasze. Przywołujemy w pamięci wakacje podczas których nie jedliśmy homarów tylko chłodnik. Dlaczego? Bo tak jesteśmy skonstruowani. Prosty mechanizm pcha nas w objęcia spokojnych i zwyczajnych chwil. Warto kochać życie. Czerpać z niego radość. Nie oczekiwać wciąż więcej i więcej. Zatrzymać się i zapytać samego siebie czy życie które mam jest niedostatecznie dobre? Czy naprawdę nie spotyka mnie w nim nic dobrego? Powiedz sama, naprawdę nigdy nie czułaś ciarek na plecach wywołanych pięknem które Cię otacza? Łap chwile. Łap bo uciekają bezpowrotnie. Nie definiuj życia pracą, mieszkaniem, domem i samochodem. Definiuj człowiekiem, który wraz z Tobą idzie przez nie. Dzieckiem, które nie chce byś była Miss Świata, Noblistką ani Olimpijczykiem. Chce byś była obok. Tylko tyle i aż tyle. To jest dla mnie definicja SLOW LIFE. Życia, w którym na pierwszym miejscu jest rodzina.

Dużo łatwiej jest odciąć się od własnych oczekiwań w miejscu, które takich oczekiwań nie generuje. Ja dopiero na małej polskiej wsi, na rozstaju dróg, które zawsze były dla mnie symboliczne, byłam w stanie nakrzyczeć sama na siebie, wyzbyć się pędu. Na ile wystarczy mi zdrowego rozsądku a na ile znów pochłonie nas życie. Nie wiem. Wiem natomiast, że życie w mieście nie jest w niczym lepsze niż to na wsi. Bo czy 12 godzin spędzonych w korporacji wzbogaca nas? Czy realizując się poprzez pracę stajemy się lepsi, czy może stajemy się perfekcyjni w tworzeniu iluzji? Dlaczego tak łatwo przychodzi nam traktowanie pracy jako celu samego w sobie a nie jako narzędzia koniecznego by żyć. By opłacić rachunki, kupić mieszkanie, zapewnić rodzinie jedzenie i chwile pełne radości?

Kult prędkości uderza w dzieci. Dlaczego? Bo one nie umieją się spieszyć, nie rozumieją dlaczego ktoś wymaga od nich by ważniejsze było dla nich pójście na lekcje baletu lub fortepianu niż leżenie na łóżku z głową na kolanach mamy.

Spróbuj przeżyć jeden tydzień pozwalając sobie i najbliższym na komfort psychiczny. Możesz wyjechać, ale możesz też zostać we własnym domu. Najważniejsze byś zdjęła z pleców worek oczekiwań, który Cię przygniata. Byś na tydzień zapomniała o balecie, siłowni czy lekcji włoskiego. Byś przez tydzień żyła tak jak kieruje Tobą Twoje dziecko, Twój mąż, a co najważniejsze jak sama chciałabyś żyć. Bo czy naprawdę chcesz żyć z kalendarzem w dłoni?

Podczas tego jednego tygodnia potrafiłam na nowo odnaleźć w sobie priorytety, które tak łatwo zagubić w pędzącym życiu. Masz ode mnie 5 inspirujących kroków. Nie są przełomowe, ba są nawet bardzo prozaiczne. Ale powiedz mi po tym tygodniu otwarcie – czy nie dają one szczęścia w najczystszej postaci?

  1. Odmień swój poranek. Otwórz oczy i daj sobie 5 minut. 5 minut podczas których rozejrzysz się wokół siebie. Kiedy ostatni raz liczyłaś zmarszczki na skroni ukochanego? Nie pozwól by umknął Ci czas, który dane jest Wam spędzić razem. Kiedy ostatni raz obudziłaś go pocałunkiem? Takim zwyczajnym krzyczącym mu do ucha „dzień dobry”. Takim, którego nie da się przyjąć bez uśmiechu. Kiedy ostatni raz jedliście śniadanie w łóżku?
  2. Otwórz kalendarz. Tak, ten kalendarz w którym rozpisałaś plan zajęć dzieci, zajęcia dodatkowe męża i swoje. Ten, w który wpisałaś wszystkie zobowiązania do Gwiazdki włącznie. A gdybyś tak wzięła korektor i usunęła te które nie cieszą już Twoich dzieci. Te na które chodzisz bo są modne, bo ktoś napisał w sieci że dodadzą Ci sił i rozpromienią Twoją twarz. Zostanie połowa i w tym samym momencie wszyscy poczujecie się wolni.
  3. Są wakacje, najlepszy czas na opowiedzenie swojej rodzinie czegoś więcej o sobie. Zabierz ich w miejsce, które było kiedyś dla Ciebie ważne. Tylko po to by posiedzieć wspólnie i porozmawiać. Taka szalona wycieczka. Nie będziecie zwiedzać Luwru tylko zakamarki Twojej osoby. Bo czy Twoje dzieci wiedzą gdzie spędzałaś wakacje jako dziecko? Czy wiedzą czego się tam bałaś, co kochałaś, gdzie miałaś swoją tajną bazę z paczką przyjaciół? Luwr mogą zobaczyć na zdjęciu, ale siebie możesz opisać im tylko Ty.
  4. Umówcie się na jeden obowiązkowy wspólny posiłek dziennie. To naprawdę da się zrobić. Jedząc razem rodzi się naturalna potrzeba rozmowy. Być może nie od razu zaczniecie żarliwie dyskutować. Ale nie o żarliwe dyskusje chodzi. Chodzi o codzienność, którą właśnie razem przeżywacie. O chwile, które zostają w Was na zawsze.
  5. Zróbcie wspólnie coś naprawdę prostego. Coś co nie ma na celu edukacji. Coś czego nikt nie każe Wam robić. Zróbcie coś z czego będziecie się wspólnie cieszyć. Uczcie się czerpać przyjemność z małych zmian najbliższego otoczenia. To może być przestawienie mebli. Możecie razem wypielić ogródek. Możecie zapytać dzieci gdzie chciałyby mieć pole do mini golfa i wspólnie je wykonać. Sprawcie sobie radość i spędźcie wspólnie czas mając wspólny cel.

Taka mała recepta na życie w rytmie slow. Choć wolę nazwać je inaczej – życie w rytmie, który sama ustalasz. Bo to Ty przeżywasz swoje życie i masz na nie tylko jedną szansę. Nie zgub tego co najcenniejsze. Przeżyj je a nie odkładaj na później. Nigdy nie wiesz co będzie jutro. Najważniejsze jest tu i teraz.

A Ty jaką masz receptę na własną codzienność?

Slow life Slow life Slow life Slow life Slow life Slow life Slow life Slow life Slow life Slow life Slow life Slow life Slow life Slow life Slow life DSC05217 DSC05190 DSC05195

  • Marta K

    U Nas podobnie… Przynajmniej jeden posiłek wspólny dziennie, wspólne spacery i rozmowy… Ciągłe poznawanie się, pozwalanie sobie na bycie sobą, nie udawanie nikogo, zadbanie o to by Nasze dziecko miało dzieciństwo… Nie takie przed telewizorem, komputerem, telefonem i konsolami do gier… Do prawdziwego dzieciństwa – takiego, które wspomina się latami… Uczymy się cały czas czerpać radość z tych małych, najmniejszych rzeczy i nie tracić czasu na kłótnie. Szczególnie te niepotrzebne.. :)