PIERŚ DO PRZODU, MATKO

giraffe-56573_1280
Trwa Światowy Tydzień Karmienia Piersią. W 120 krajach kobiety dumnie prężą piersi i zachęcają do tego inne im podobne Matki. Temat karmienia leżał na mojej półce szkiców już od dawna. Leżał, łasił się, znów odchodził. Jak dzikie zwierzę, które zaintrygowane światłami miasta wkracza w jego obszar. Ja wciąż nieufna, starałam się je omijać. Bałam się wścieklizny, która może na mnie czyhać zaraz po opublikowaniu tekstu. I dobrze zrobiłam, bo czas pomaga wypracować bardziej wyważoną perspektywę. Wierzę, że dzisiejszy tekst będzie miał jasny i optymistyczny przekaz. Bo taki jest mój odbiór tematu. Jasny, optymistyczny i wyważony.

Czym było dla mnie karmienie piersią. Gdzie karmiłam. I co czułam. Dzisiejszy wpis to będzie raczej film dokumentalny niż romans. Ale takie filmy lubię najbardziej.

CZY KARMIŁAM I JAK KARMIŁAM – SUCHE FAKTY

Karmiłam Hanię naturalnie przez 8 miesięcy. Ostatnie dwa tygodnie mlecznej podróży wzbogacałyśmy modyfikowanymi skokami w bok. Odstawienie obyło się bez płaczu, bez cierpienia, bez morza wylanych łez. Odstawiłam Hanię od piersi świadomie, posiadając dwa jasne powody mojej decyzji.

Karmiłam z prawej piersi, bo lewa była pusta, pomimo próśb, gróźb, laktatorów, masaży i zasysania jej przez dorosłego ssaka. Widok moich piersi, jednej w rozmiarze B, drugiej w rozmiarze E musiał być zabawny.

CO CZUŁAM GDY KARMIŁAM

Przepraszam Cię za to co teraz napiszę, ale nie czułam się przez to lepszym człowiekiem. Nie czułam się lepszym rodzicem, nie czułam się bliższa Hani niż jej Tata. Nie czułam się lepszą matką niż moja koleżanka, która od urodzenia nie miała pokarmu w piersiach. Nie czułam się wybrana. Nie czułam, że to jedyna i niezastąpiona forma bliskości jaką posiadamy.

Czułam się dobrze. Karmiłam Hanię, bo miałam pokarm i szkoda byłoby go zmarnować. Karmiłam bo wydawało mi się to naturalnym etapem, naturalnym rozwiązaniem w jaki wyposażyła nas natura. Pokarm był zawsze na zawołanie, zawsze w idealnej temperaturze, nie musiałam prosić się o wrzątek, nosić z sobą butelek i miarek mleka w proszku. Czułam, że natura ułatwiła mi życie i z tego powodu byłam zadowolona.

Karmienie nie było dla mnie wyczynem na miarę wspinaczki na Mount Everest. Nie potrzebowałam aprobaty dla mojej postawy, grup wsparcia ani jęków zachwytu. Nie potrzebowałam również tysiąca najnowocześniejszych poduszek do karmienia, gadżetów i innych cudów ułatwiających ten wyjątkowy czas. Może jestem mało wymagającym człowiekiem, a może zwyczajnie miałam szczęście, że ich nie potrzebowałam.

Karmiłam bo miałam pokarm i mogłam się nim podzielić z moją córką. To był dobry czas. Lubiłam patrzeć jak nieporadnie zasysa sutek, jak pobudza pierś do produkcji mleka, jak zatraca się w jedzeniu. Tak samo jak lubiłam patrzeć jak poznaje swoje ciało, odkrywa dłonie, obdarza nas pierwszym uśmiechem. Tak samo jak lubiłam patrzeć jak je z butelki, jak uczy się ją sama chwytać, jak staje się w tym aspekcie samodzielna. Podsumowując, tak to było przyjemne, tak to jest wyjątkowe że kobieta może karmić swoje dziecko. Ale jest wiele innych równie wyjątkowych chwil i zjawisk, z którymi spotykamy się na co dzień.

GDZIE KARMIŁAM I CZY CZUŁAM SIĘ Z TYM KOMFORTOWO

Przez 8 miesięcy nie odmówiłam Hani karmienia. Ale przez te same 8 miesięcy nie zdarzyło mi się karmić jej w tramwaju, autobusie ani przy stoliku na środku restauracji. Dlaczego? A gdzie Ty zazwyczaj jadasz posiłki? Czy lubisz kiedy ktoś zagląda Ci do talerza i podziwia rumianość Twojego kotleta mielonego? Nie? Niemożliwe! Przecież przed chwilą twierdziłaś, że każde miejsce jest idealne by karmić dziecko. W takim razie każde jest też idealne by wcinać kebaba. A jednak tego nie robimy. Bo sami nie czujemy się z tym dobrze. Bo to niewygodne, bo szybkie jedzenie źle wpływa na trawienie.

Wolałam, żeby Hania miała dopływ powietrza (nie była nakryta pieluchą celem przysłonięcia mojej piersi), ja czuła się komfortowo (tak, nie czułam się do końca komfortowo świecąc piersią po oczach gapiów) i żebyśmy nigdzie się nie spieszyły. To nic trudnego. Wystarczy tylko uważnie obserwować dziecko, jego schematy jedzeniowe i do nich dostosować rytm dnia i wyjść z domu.

Nie lubię  demonstracji karmienia piersią jaka teraz nie raz się odbywa. Nikomu Ona nie służy.
Pokoje do karmienia są w wielu miejscach. Są również stoliki w restauracji umiejscowione nie na świeczniku. Można usiąść tyłem, zrobić to sprawnie nie narażając siebie, dziecka i otoczenia na stres.

CZEGO W KARMIENIU NIE ZNOSIŁAM

Tak, można karmienia nie znosić. Można i kropka. A jeśli uważasz inaczej i odmawiasz mi aprobaty w tym aspekcie to znaczy, że albo uwielbiasz się poświęcać i zapominać o sobie i swoich potrzebach, albo uwielbiasz czuć dyskomfort. Ale do rzeczy. Podam Ci 4 okoliczności, w których miałam ochotę rzucić to w cholerę.
1. Przedstawię Ci nowe zastosowanie podkładów dla niemowlaka. Można rozłożyć je za sobą na łóżku, w zasadzie wyłożyć nim łóżko i dzięki temu uniknąć wymiany tapicerki. Moja Hania ulewała po każdym jedzeniu. Nie, przepraszam, Ona nie ulewała, ona rzygała jak kot po imprezie jak tylko zjadła podczas jednego przystawienia o mililitr za dużo. Każde karmienie rozkładałyśmy na co najmniej 5 rund, gdzie każda runda musiała mieć osobne odbicie. Wyobraź sobie to wyjątkowe uczucie jakie na ciebie spływa kiedy karmisz swoje ukochane dziecko, siedząc w mlecznych rzygach, w obrzyganej bluzce. Każdy na pewno mi tego zazdrościł. Acha.
2. Karmienie z jednej piersi to luksus. Mówię ci. W jedną pierś mogłam w stanik wkładać skarpetkę, żeby wyrównać ich wielkość. Ponadto jedna pierś próbująca nadrabiać niedobór w drugiej piersi produkuje pokarm ze zdwojoną siłą, nie muszę chyba mówić jaki ból się z tym kojarzy.
3. Zapalenie piersi to też moje piękne wspomnienie macierzyństwa. Leżałam owinięta kapustą przez 4 bite dni z 40 stopniami gorączki. Do tego co pół godziny mój mały ssak wczepiał się we mnie, ja sikałam z bólu i obiecywałam sobie,że ani razu więcej nie pozwolę jej dotknąć mojego zbolałego sutka. Ale karmiłam, żeby nie stracić mleka i żeby Hania nie umarła z głodu i pragnienia. Jeśli dodam, że zapalenie piersi zbiegło się z moimi urodzinami to na pewno każdy będzie mi zazdrościł imprezy!
4. Impreza. Właśnie. Matka też człowiek. Nigdy nie zapomnę wyjść do miasta z laktatorem w torebce. A jak później wszyscy pilnowali mojego odciągniętego mleka! Jak skarbu narodowego, żeby cały i niewylany dojechał do mojego pisklaka. Nigdy nie zapomnę również powrotu na sygnale do domu kiedy laktatora z sobą zapomniałam.

KARMIENIE PIERSIĄ TO SAMO DOBRO

Jak widać nie, to wcale nie same radosne chwile. Ale zaręczam, że radosnych chwil jest więcej, a o męczących szybko zapominasz. Zachęcam do karmienia każdą Mamę, bo to naturalne, wygodne i nic nie kosztuje. Świadoma rezygnacja z karmienia spowodowana czystą wygodą nie jest dla mnie zrozumiała. Mleko matki jest najzdrowszym produktem dostępnym dla niemowlaka. Ale piętnowanie każdej innej decyzji jest dla mnie jeszcze bardziej niezrozumiałe. Karmienie piersią nie jest jedynym i najważniejszym wyznacznikiem miłości do dziecka. Jest tylko etapem, który nie każdej kobiecie jest dane zaznać. Dlatego wolałabym skupić się na pozytywnym zachęcaniu do karmienia, nie zaś dopisywania do niej zbędnej ideologii. Tak samo jak zachęcam do przytulania, całowania, spędzania czasu z dzieckiem razem a nie tylko obok siebie.

  • http://www.krzywaprosta.pl/ Joanna M.P.

    Ja karmiłam krótko. Moje mleko bardzo szkodziło mojemu synowi. Niestety. Potem niestety okazało się dlaczego… bardzo poważna choroba autoimminologiczna, która zaprowadziła mnie nawet do szpitala. Może dlatego karmienie nie kojarzy mi się dobrze. Ja karmiłam, młody cierpiał. Pediatra kazał natychmiast dziecko odstawić. Mi w sumie ulżyło. Trauma się skończyła. Synek ma 3 lata i jest taką przylepą, kochającą swych bliskich, że nie żałuję, że karmienie nie wyszło. Udało mi się przekazać bliskość mimo jego braku.

    • http://fleximama.pl/ Malg.Zdzieblowska

      I to jest najlepszy dowód na to, że miłość rodzi sie nie tylko przy piersi! Cudnie że z nami jestes! Zapraszam!