WYRASTA Z PIELUCH NAJLEPSZE POKOLENIE

IMG_3161 Znacie tekst, My, dzieci tamtych rodziców, który porywa serca i umysły pokolenia lat 70tych i 80tych?  Stary jak świat (albo raczej internet), uderzający w nuty, które każdy kocha. U mnie budzi wspomnienia babcinego sadu na wsi, zabaw w remizie i morza spontaniczności, o które nikt nie posądza dzisiejszych pokoleń.

Ile razy sama zachłysnęłam się wyidealizowanym wspomnieniem własnego, minionego dzieciństwa? Robię to codziennie! Tacy jesteśmy wspaniali!  Cud miód i orzeszki. Wszyscy dookoła nie mają pojęcia co to prawdziwe dzieciństwo, co to prawdziwa szkoła, co to prawdziwi kumple. A już na pewno nie pokolenia, które wyrastają na naszych oczach. Oni nie mają kolan zalanych pioktaniną i nie biegają z kluczem na szyi, więc upraszczając – tracą wszystko co dobre (sama z kluczem na szyi nigdy nie biegałam, ale to przecież kwintesencja starych czasów:). Co więcej, mają telefony, tablety i stały dostęp do wi-fi i bezczelnie z tego korzystają. Nie kupują drukowanych gazet tylko czytają z ekranów. Czasem zamieniają kolegów na inną rozrywkę, bo mają wybór.

I WIESZ CO JA NA TO? JA IM ZAZDROSZCZĘ!

Urodzili się w świecie, który dla nich zbudowaliśmy i radzą sobie w nim lepiej niż my sami! Chłoną wiedzę, z każdego dostępnego źródła ( a źródeł już dziś nie zliczysz). Doceniają czas, bo od małego słyszą, że żyje się tylko raz. Sami ich tego uczymy! My, dzieci tamtych rodziców.

WYRASTA Z PIELUCH NAJLEPSZE POKOLENIE

Rośnie, rośnie, wyrasta z pieluch. Pokolenie, do którego należy moje własne dziecko, ma ogromną szansę na bycie tym najlepszym! Dlaczego?

Pokolenie X wychowało pokolenie Y i Z. Wychowując dzieci samo wszystkiego doznawało po raz pierwszy.
– Pierwszy kolorowy telewizor, na okrągło grał, bo przecież milej, weselej, raźniej.
– Czipsy, paluszki, cukierki smakowały tak dobrze, że wstyd było nie podzielić się nimi z własnym dzieckiem.
– Pierwszy komputer, gry, konsole, były prezentem podwójnym – dla rodziców, którzy nigdy nie mieli okazji się nimi bawić i dla dzieci.

Rodzice pozwalali na zbyt wiele aby później wymagać od dzieci podwójnie. Wszyscy lekko pogubieni w nowych realiach.

Teraz pokolenie Y wychowuje własne dzieci. Pokolenie, które miało czas by ochłonąć z emocji. Gdy emocje schodzą na dalszy plan można spokojnie ocenić rzeczywistość. Kiedy nie ma obaw, że z półek znikną produkty można spokojnie dokonać ich selekcji. Teraz tylko ja decyduję co ląduje na naszych talerzach, choć uczymy się tego powoli. Wychowani w plastiku, który pięknie ubarwiał szare przestrzenie mamy możliwość wyboru. Skoro dziś otacza nas kolor zaczynamy rozumieć że jego przesyt bywa przytłaczający.

Można wszystko kupić, prezenty stały się tak proste jak prostym jest jedno kliknięcie myszki, ale nie sprawiają już tyle radości. Dziś dojrzeliśmy do tego, że warto zrobić coś samemu, jako świadomi konsumenci rozumiemy, że nie zawsze za ceną idzie jakość i radość. Wolimy usiąść z nożyczkami i farbami i wymalować coś samemu niż kupować, kupować, kupować.

Pokolenie Z, a raczej kolejne, które dopiero stawia pierwsze kroki (dosłownie, nie w przenośni), ma szansę osiągnąć więcej. Ma szansę połączyć doświadczenia. Ma szansę otoczone sprzętem traktować go jak narzędzie nie zaś wyznacznik luksusu.

Nie wiem jak Ty, ale ja jestem optymistką!
To pokolenie nie ma wyboru – jest skazane na sukces.

Zresztą, każde kolejne pokolenie jest lepsze, bogatsze w doświadczenie i ma większy potencjał rozwoju. Gdyby tak nie było, to byłaby to nasza porażka. Niczyja inna.